Co mi w duszy gra ... Czyli świat dookoła mnie
Każdy człowiek, a tym bardziej kobieta chce się podzielić swoimi doświadczeniami, przeżyciami i innymi pierdołami - o tym właśnie będę tu pisać :)
wtorek, 17 sierpnia 2010
Opowieści tatka - czyli mój teść na temat :)
Aleśmy wczoraj w garażu się nagadali, ale przynajmniej nie o pierdołach ,a rzeczach istotnych i sprawach istotnych! Ale my Aniu jesteśmy prawdziwi i teatru nie odgrywamy przed sobą i to jest piękne!- tak ma być. Wczoraj miałem problem-TROJAN mi wszedł na konto PKO BP.SA i chciał sie podstepem dobrać do mojej dopiero co przybyłej comiesięcznej regularnej wypłaty. Momentalnie dokonałem przelewu całych srodków łacznie z linią kredytową na konto nasze wspólne w ING co spowodowało blokadę dla Trojana!, ale potem migiem do banku zamknąć i ponownie aktywować z nowymi kodami usługę Internetową-udało sie? zobaczymy dziś, czy pieniądze wpłyną na konto w ING. Wkurwiłem sie totalnie, ale z zimna krwia wszystkich proedur zabezpieczeniowych sekwencyjnie dokonałem. W sytuacjach ekstremalnych działam zawsze skutecznie(*z tego mnie znają)czy to chodzi o ratowanie ludzkiego zycia, mienia, czy pieniędzy nakoncie. Potem jednak przychodzi opóxniona tzw. reakcja strachu i i to wszystko wyłazi ze mną w postaci wyczerpania skrajnego i jeszcze zanim to przyszło wyskoczył problem rozpracowania dość skomplikowanego układu przełączników schodowych u Michała na Norwida i jak wpadłem to razem z synem dokonalismy korekty i instalacji prawidłowo. Ja mam uprawnienia energetyczne "bez ograniczenia napięcia"nawet220tysięcy Voltów, więc takie 230V ti Pikuś, a taczej Palm Pikuś hihi i przyjemność! Tak więc padłem na pysk, a raczej do Danuśki w pościel w ciepłe cudowne ciałko na naszym tapczanie . Wiecej nie pamiętam i dopiero teraz o 3ciej nad ranem sie obudziłem .. Teraz trzepnę jeszcze jedna małą kawe z ekspresu9Ja nie wiem jak to jest chyba mam coś z chomika, bo ekspresów mam chyba z 10każdy inny, gitar mz 6 itd-popieprzony chomik kurwa-pójde i chyba jakąś znowu napawię, jedną do naprawy darowałem synowi brygadzisty, co nam dach kładł w lecie! A przedwczoraj przywiozłem od Jadzi swoja ulubioną jeszcze z FAMY 10tej 1975 oczywiscie po faceliftingu, ale ze strunami FLAMENCO-to są nylonowe, ale brzmienie Flamenco-dwie są czerwone jak buraczki. Gitara to dama i tylko Cie nie opierdoli jak żona, czy kochanka, a nawyżej zajęczy fałszywie uderzona! Bęziesz kiedyś przy mojej watrze(watra-ognisko w lesie)to zobaczysz co gitara potrafi zdziałać. Działa nawet na ludzi , którzy dawno nic nie zaśpiewali. Mysle, ze zadfziałałaby również na Stalina Józefa , który miał wspaniały słuch muzyczny- odróżniał Miedzynarodówkę(wyklęy powstań ludu Ziemi)od całej reszty muzyki.hehe.A teraz stawiam drugi mały pres do kawy.......... Już kawa w kubku termosowym co dostałem byłem(czas zaprzeszły tak zapomniany w obecnym czasie) w lecie od mojej Danuśki. Kawa pyszna jakby kawiarka z Pana Tadeusza podała...........ech zycie jest piekne:siedzę sobie popijając boska kawę i gadam do super dziewczyny i ona mi nie pyskuje, a nawet nie zaprzecza, a milczy i sie uśmiecha jak to czyta. Takie chwile właśnie to te chwile drobnych szczęść, z których składa sie większe. Bo szczęsie do dochodzić do celu i potem do nastepnego i jeszcze: Niech Ci Tomek zaśpiewa, w końcu wygrał karaoke.hihi Moje szczęscie jest koloru Twoich oczu, ma twój usmiech , twoje ręce, twoją twarz! Gdzieś daleko zostawało na uboczu, aż nareszcie odnalazło tutaj nas. To spiewał Andzej Zaucha zastrzelonyw Krakowie przez męża kochanki (Francuza).
Opowieści tatka - czyli mój teść na temat :) .... Kreta 2006 ....
Reminiscencje z wrześniowej KRETY 2006.
Pisane na gorąco, ręcznie alfabetem graffit,i do mojego ulubionego komputera Palmtopa PalmIIIC
Piękne kolory morza z tarasu restauracyjnego, pijemy regionalne piwo Mythos nalewane przez chyba dwumetrowego młodego mężczyznę Kostasa. Wiatr owiewa nas czekających na lunch w ocienionym ścianą pnączy zakątku tarasu, który stał się naszym ulubionym miejscem. Że też Pan Bóg dał nam kolejną możliwość przeżycia jeszcze jednej podrózy do Grecji, tak przez nas ukochanej. Najpierw na Riwierze Olimpijskiej Nej Pori, potem na Półwyspie Halkidiki Polichrono, gdzie w lecie tego 2006 roku ogromne pozary lasów spustoszyły tamtejsze kurorty, rok temu wyspa Rhodos, no i teraz Kreta i jej piękna miejscowość Hersonisos.
Trzeci dzień rozpocząłem o świcie kręcąc naszą kamerą wschód słońca, na który zaprosił mnie nasz sąsiad Moskiwiczanin Wiktor mieszkający za ścianą z dorastającą córką Maszą. Co tu opowiadć, trzeba to przeżyć jak przed skrawkiem góry z morza wyłania się czerwona tarcza słońca. Wiktor otwartymi ramionami chłonie jego energię i tak przychodziliśmy codziennie ładować energię na kolejny dzień.
Ponurkowaliśmy z Daną wśród przybrzeżnych skałek gdzie w czystej wodzie podwodne życie jest bogate, bo i ryb dużo i kraby, masa jeżowców , gąbki, chociaż małe, ukwiałów niewiele, chociaż się zdarzają., poszukam też ostryg. Woda czysta prawie jak w Dalmacji to i czarnych małż omułków nie ma i ostrygi będzie trudno spotkać. W czystej wodzie i omółki i ostrygi nie mają wystarczjącej ilości planktonu i są na prawdę rzadkością. Z Daną prawie równicześnie zauważyliśmy szybkiego dużego karanksa. Ważył chyba ze cztery kilo, a może trochę mniej, bo woda powiększa wszystko optycznie o jedną czwartą, a to jest dużo. Bardzo ciekawe dwa kraby budową podobne do ogromnych pająków tarantul przemknęły szybko po skałce kryjąc się w szczelinie. Planując kolejne zanurzenia zastanawiałem suię nad doborem sprzętu. Następny poranek powitał nas dwumetrową falą i z nurkowania nici, za to kąpiel na falach ekstra.
Pomysłem Dany było pojechać do KNOSSOS zwiedzić wykopaliska odtworzonych częściowo starożytnych ruin miasta kultury Minojskiej, to zrealizowaliśmy. Podrózowaliśmy autobusami rejsowymi zachęceni przez zaprzyjaźnionych Greków z obsługi hotelu. Autobusy nowoczesne Neoplany stały się podstawowym srodkiem komunikacji w Grecji. Zakupione po olimpiadzie w Atenach z ogromnych dotacji MKOL i zysków z Olimpiady.
Czekając na jeden z nich na ocienionej ławeczce spotkaliśmy mlode małzeństwo będące akurat na Krecie w podrózży poślubnej. Bardzo wesoła sympatyczna polska para opowiedziała nam o bocznej drodzę w górę do Starego Hersonisos gdzie idzie się przez typowe greckie wioski jak no Piscopiano, co postanowiliśmy sprawdzić i nazajutrz wybraliśmy się w górę do Piscopiano i Starego Hersonisos. Urzekające wąskie uliczki, domy przystrojone na zewnątrz kwiatami, na progu na ławeczkach babinki obowiązkowo w czerni i staruszkowie o laskach. Przy drodze górskiej, ale porządnej asfaltowej między wioskami natrafiłem na owocujący kaktus opuncję i zerwałem 5 owoców do zjedzenia w hotelu. Pamiętam jak na Rhodos gospodarz naszego studia Sun Quen Grek obierał w grubych skóezanych rękawicach takie owoce i opowiadał o zbawiennym czyszczącym przewód pokarmowy działaniu opuncji. Po zejściu mrożona herbata z plasterkiem cytryny przy naszym ulubionym stoliku restauracyjnego tarasu. Na morzu dalej duża fala, ale postanowiliśmy własnie na falach popływać. Takich fal brakowało nan na Rhodos w zeszłym roku, gdzie dużo mniejsza fala pojawiła się tylko raz w ostatni dzień naszego pobytu.
Ładnie nami porzucało i dobrze, że wziąłem płetwy, bo moglbym mieć kłopot z doplynięciem do brzegu. Pod prysznicem na plaży dopiero okazało się ile glonów i piasku fale wpompowalły w nasze stroje.
Dana jest świetnym kompanemt, tylko jak uważa, ze się nią za malo interesuję to się wkurza, ale potem jakoś sytuacjasię powoli normuje. Owoce opuncji zjedliśmy co do jednego , chociaż parę małych niewidocznych kolców po tym obieraniu w dłoni mi zostało.
Już braliśmy się do pisania kartek pocztowych do Polski, ale przez godzinę nie mogliśmy ich w pokoju znaleźć. Oczywiście było na mnie, że kartki zgubiłem po drodze dwa dni temu. Wkońcu po wycieczce do sklepu okazało się, ze ani ja , ani Dana ich nie odebralismy i sympatyczna starsza pani właścicielka sklepu z uśmiechem wyciągnęła spod lady kopertę z naszymi widokówkami i znaczkami. Na tą okazję cudownego odnalezienia napiliśmy się greckiego Quzo przy naszym stoliku w restauracji. O 12tej w nocy na tarasie wypisywałem je, aby rano wrzucić je do skrzynki pocztowej.
Niebo na Krecie zacznie dopiero rózowieć o 6.40 i znowu z Wiktorem i Maszą jak co rano pójdziemyoglądać wschód słońca wyłaniającego się już tuż tuż przed cyplem z morza na horyzoncie. Tymczasem na balkonie kontempluję wczorajszą wspólną wyprawę samochodem na palmową plaże WAJ. Wynajeliśmy Renaulta Thalię z klimatyzacją i skoro świt ruszyliśmy we czwórkę 150 kilometrów na wszchód na sam koniec Krety na jedyną w Europie naturalną palmową plazę WAJ znaną wszystkim z reklamy batonów Bounty.
Piąta rano, zabawa skończona ,
Różowieje już niebo na wschodzie.
Jakim głosem powita mnie Żona,
Bardziej święta niż proboszcz dobrodziej.
Głowa ciężka, leciutkie kieszenie I w łazience unika się lustra,
Bo najtrudniej z obitym sumieniem Razem z sobą doczekać do jutra.
Refren :
Bo jutro znów pójdziemy na całość.............
Podróż upływała szybko w przyjacielskiej atmosferze i rozgaworach w języku rosyjskim. Podziwialiśmy bajeczne krajobrazy kreteńskiego wybrzeza tu i ówdzie zatrzymując się w miejscach najpiękniejszych widoków tudzież w uroczych przydrożnych kawiarenkach na mrozoną herbatę.
PLAŻA WAJ
Po 3 i pół godzinnej podróży wzdłuż wybrzeża Krety plaża Waj przywitała nas widokiem iście tropikalnej wyspy. Trudno to oddać slowami nakręciliśmy więc film . Piszczysta plaża o złotym piasku i w dali klif z wylaniającymi się spod wody skałkami . Ponurkowaliśmy wsród ogromnj ilości ryb i to od małych do calkiem sporych. I Dorady i Okonie Morskie w przepiękne kolorowe pionowe pasy, i Sargusy Złotogłowe, i całkiem czarne ryby, których nazwy nie znam. Tam dla Maszy wyłowiłem piękną muszlę i prążkowany kamyk , no i jeszcze maleńką fiolkę z pachnidłami L’oreal. W drodze powrotnej Dana zaplanowała przejechać południową stroną Krety. Południowa strona już nie taka uroczaj jak północna, ale ma swój urok. Zatrrzymywaliśmy się na co piękniejszych plażach, gdzie Wiktor nurkował badając ich podwodne obszary, Masza zaś brodziła w wodzie przy brzegu.
Opowieści tatka - czyli mój teść na temat :) .... Marianna ....
Marianna
Byłem młody, przystojny i niezwiązany , z fantazją jak to ja, kiedy na sympozjum naukowym po prezentacjach(przecież Cię drogi czytelniku nie zainteresuje naukowy temat , który opracowałem na to sympozjum wśród palm i kwiatów domu wypoczynkowego Ondraszek w Wiśle spotkałem dziewczynę o rzadkim imieniu Marianna. Była fotografikiem i chociaż nie mogę powiedzieć, że była z twarzy piękna to całość jej tworzyła zgrabną i uroczą postać. Nogi zgrabne, proporcjonalne do całej sylwetki, buzia pod czarnymi średniej długości włosami z nieco większym niż proporcjonalnym rzymskim noskiem, nieco zbyt mocny (jak dla mnie) makijaż z nieproporcjonalnie powiększonymi sztucznie rzęsami. Całość, cóż tu mówić, cymes! Zaprosiłem ją na wieczór i wśród przyjaciół, gdzie parami wtuleni w kanapy słuchaliśmy dobrej muzyki przy przyćmionym świetle. Całe szczęście, że byłem bez gitary! W nastroju potęgowanym dobrą muzyką rękami starałem zapamiętać się jej wszystkie szczegóły i kształty ciała. Doszedłem co prawda tylko do początku tych kręconych włosków zaczynających się poniżej brzuszka, bo jak w tak licznym towarzystwie posuwać się głębiej nie uchodzi, to obraz jej ciała mam do dziś w pamięci. Nieco podnieceni poszliśmy na nocny spacer w śniegu z całą grupą i przemoczeni wróciliśmy do swoich łóżek.
Nazajutrz dałem moim kumplom z pokoju „na kino" i już nie pamiętam jakim argumentem udało mi się Mariannę do siebie zwabić. Przyszła w długich, czarnych cieniutkich długich spodniach. Położyliśmy się na tapczanie, a ja próbując dotrzeć do jej czułych miejsc zgłębiałem mapę ciała. Marianna jednak nie traciwszy poczucia rzeczywistości zapytała mnie "czy wy wszyscy studenci tak szybko bierzecie się do rozbierania dziewczyn?" Pozostawiłem to pytanie bez odpowiedzi szukając dalej sposobu na uwolnienie dziewczyny od spodni. W życiu nie spotkałem bardziej skomplikowanego zapięcia! Haftki, zatrzaski, guziki, a wszystko to nie do przejścia. Wreszcie po nieskończenie długiej walce z przeciwnościami zapięć dotarłem do jej wzgórka. Wzgórka tak jędrnego i twardego, że nie spotkałem jeszcze podobnego. Masz cudowne to miejsce ,szepnąłem, i mimo, że dotykałem go przez muślin bielizny mam gdzieś w pamięci jego wszystkie miejsca. Całując ją namiętnie nie spieszyłem się z ciągiem dalszym aż poczuję to przyzwolenie na kontynuację zbliżenia. I w tym momencie głośnie pukanie moich dwóch kolegów z pokoju ”Jacek otwórz, wiemy, że tam jesteś" zakończyło moje zabiegi o zdobycie kobiety o dźwięcznym imieniu Marianna. Nie powiem Ci co usłyszeli - możesz to sobie wyobrazić. Sympozjum się skończyło i tyle Mariannę widziałem.......................
Siadłem przy grzanym winie mojej receptury i zaraz do głowy przyszły mi nieuczesane chwile .
Szalejąc za blondynkami w młodości w pamięci pozostało mi wiele szczegółów z których mógłbym zrobić niezłą statystykę. Związany wreszcie z brunetką dziś jednoznacznie mogę wdać się w spór o wyższości brunetek nad blondynkami. Szatynki pozostawiam w spokoju jako grupę idealnie łączącą te dwie różne populacje. Nie wdaję się absolutnie w cechy psychiczne jasnowłosych, które doceniam i jednoznacznie odrzucam kawały o nich. Jasne, że cechy które krytykuję są takie tylko z mojego punktu widzenia pań, które przy mnie były.
Nie bez powodu do higrometrów mierzących wilgotność powietrza używane są włosy wyłącznie blondynek. Są one zdecydowanie grubsze i mocniejsze. I tak aby mieć dowód namacalny oskubałem w ogólniaku Grażynę z kilku kosmyków jej długich blond włosów(ciekawe, czy to pamięta-przy okazji jej się spytam) i zrobiłem higrometr-działał wspaniale przez ładnych parę lat. Był nawet wyskalowany. Takie włosy jednak nie są tak przyjemne w dotyku, bo są szorstkie. Może jednak inni takie lubią?
Blondynki o takich włosach mają inną skórę. Jest ona mniej gładka i pokryta bardziej mikrowłoskami, które w chwilach napięcia powodują jej szorstkość w dotyku. Jak przy pocałunku ocierać się delikatnie o policzek ukochanej to zamiast aksamitu czuje się delikatny papier ścierny.
Okrutny jestem, ale takie wrażenia mi pozostały.
Wyjątkiem była Halina, której długie naturalnie kręcone blond włosy były tak cienkie i aksamitne w dotyku, że do dziś nie spotkałem nikogo takiego. Przez to delikatność jej skóry i reszty była wyjątkowa i jest warta osobnego opisania. Mówiła mi, że aksamitne blond włosy jest to jej rodzinna cecha.
Siedząc przy wysokiej szklance tyskiego piwa wywołując z Onetu kolejne teledyski sylwestrowe dochodzi do mnie z kuchni wspaniały zapach pieczonej kaczki w jabłkach , koło której leży kurczak, po niego z resztą na rowerze rano jechałem do sklepu. Tak sobie fantazjuję i powoli nakręcam sylwestrowy nastrój mimo, że Słońce pięknie błyska jak to koło południa. Oczywiście i moja Danuśka otrzymała taką szklaneczkę z Tyskim! O jak super, że nie muszę dziś chwytać kierownicy!!!!! Szampan się chłodzi, jedynie będzie mi brakowało tego ,że z Tobą choć jednego tańca nie przetańczę w tą ostatnią w tym roku noc. A może jak zamknę oczy wyobrażę sobie jak tańczę z kimś, kto niezaprzeczalnie jest mi bliski. Cóż nawet ja nie mogę mieć wszystkiego, choć naznaczony przez opatrzność wyjątkową wrażliwością odbieram od życia znacznie więcej niż innym jest dane. Bo jak zaprzeczyć tym wszystkim faktom i miejscom w których dane było mi bywać z wyjątkowymi osobami? Wyobraź sobie, że mamy znowu dwadzieścia lat, jesteśmy razem na imprezie sylwestrowej gdzieś w górach i nie ma takiej siły, która oddzieliłaby nas. Gdzieś tam pod powałą w chatce wisi jemioła i niezależnie od tego, że jesteśmy tylko przyjaciółmi mam prawo Cię pod nią pocałować!!!
Taką jemiołę mieliśmy w chatce na Przegibku, ale tym w Wiśle Jaworniku. Kominek tak dymił, że szczypało w oczy. Po wspaniałej zabawie wszyscy położyliśmy się na piętrowych łóżkach gdzie kto mógł i z kim kto mógł. Pamiętam do dziś jak nagle obudziłem się w środku nocy z Ewą, a tak była gorąca, że zrzuciliśmy koce z siebie. Po takiej zabawie nikomu w głowie nie były figle i to właśnie było super, bo każdemu pozostały cudowne wrażenia niezmącone jakimiś tam molestowaniami sięgającymi niżej pasa!
No to tyle. Na ten ostatni dzień w roku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)