Reminiscencje z wrześniowej KRETY 2006.
Pisane na gorąco, ręcznie alfabetem graffit,i do mojego ulubionego komputera Palmtopa PalmIIIC
Piękne kolory morza z tarasu restauracyjnego, pijemy regionalne piwo Mythos nalewane przez chyba dwumetrowego młodego mężczyznę Kostasa. Wiatr owiewa nas czekających na lunch w ocienionym ścianą pnączy zakątku tarasu, który stał się naszym ulubionym miejscem. Że też Pan Bóg dał nam kolejną możliwość przeżycia jeszcze jednej podrózy do Grecji, tak przez nas ukochanej. Najpierw na Riwierze Olimpijskiej Nej Pori, potem na Półwyspie Halkidiki Polichrono, gdzie w lecie tego 2006 roku ogromne pozary lasów spustoszyły tamtejsze kurorty, rok temu wyspa Rhodos, no i teraz Kreta i jej piękna miejscowość Hersonisos.
Trzeci dzień rozpocząłem o świcie kręcąc naszą kamerą wschód słońca, na który zaprosił mnie nasz sąsiad Moskiwiczanin Wiktor mieszkający za ścianą z dorastającą córką Maszą. Co tu opowiadć, trzeba to przeżyć jak przed skrawkiem góry z morza wyłania się czerwona tarcza słońca. Wiktor otwartymi ramionami chłonie jego energię i tak przychodziliśmy codziennie ładować energię na kolejny dzień.
Ponurkowaliśmy z Daną wśród przybrzeżnych skałek gdzie w czystej wodzie podwodne życie jest bogate, bo i ryb dużo i kraby, masa jeżowców , gąbki, chociaż małe, ukwiałów niewiele, chociaż się zdarzają., poszukam też ostryg. Woda czysta prawie jak w Dalmacji to i czarnych małż omułków nie ma i ostrygi będzie trudno spotkać. W czystej wodzie i omółki i ostrygi nie mają wystarczjącej ilości planktonu i są na prawdę rzadkością. Z Daną prawie równicześnie zauważyliśmy szybkiego dużego karanksa. Ważył chyba ze cztery kilo, a może trochę mniej, bo woda powiększa wszystko optycznie o jedną czwartą, a to jest dużo. Bardzo ciekawe dwa kraby budową podobne do ogromnych pająków tarantul przemknęły szybko po skałce kryjąc się w szczelinie. Planując kolejne zanurzenia zastanawiałem suię nad doborem sprzętu. Następny poranek powitał nas dwumetrową falą i z nurkowania nici, za to kąpiel na falach ekstra.
Pomysłem Dany było pojechać do KNOSSOS zwiedzić wykopaliska odtworzonych częściowo starożytnych ruin miasta kultury Minojskiej, to zrealizowaliśmy. Podrózowaliśmy autobusami rejsowymi zachęceni przez zaprzyjaźnionych Greków z obsługi hotelu. Autobusy nowoczesne Neoplany stały się podstawowym srodkiem komunikacji w Grecji. Zakupione po olimpiadzie w Atenach z ogromnych dotacji MKOL i zysków z Olimpiady.
Czekając na jeden z nich na ocienionej ławeczce spotkaliśmy mlode małzeństwo będące akurat na Krecie w podrózży poślubnej. Bardzo wesoła sympatyczna polska para opowiedziała nam o bocznej drodzę w górę do Starego Hersonisos gdzie idzie się przez typowe greckie wioski jak no Piscopiano, co postanowiliśmy sprawdzić i nazajutrz wybraliśmy się w górę do Piscopiano i Starego Hersonisos. Urzekające wąskie uliczki, domy przystrojone na zewnątrz kwiatami, na progu na ławeczkach babinki obowiązkowo w czerni i staruszkowie o laskach. Przy drodze górskiej, ale porządnej asfaltowej między wioskami natrafiłem na owocujący kaktus opuncję i zerwałem 5 owoców do zjedzenia w hotelu. Pamiętam jak na Rhodos gospodarz naszego studia Sun Quen Grek obierał w grubych skóezanych rękawicach takie owoce i opowiadał o zbawiennym czyszczącym przewód pokarmowy działaniu opuncji. Po zejściu mrożona herbata z plasterkiem cytryny przy naszym ulubionym stoliku restauracyjnego tarasu. Na morzu dalej duża fala, ale postanowiliśmy własnie na falach popływać. Takich fal brakowało nan na Rhodos w zeszłym roku, gdzie dużo mniejsza fala pojawiła się tylko raz w ostatni dzień naszego pobytu.
Ładnie nami porzucało i dobrze, że wziąłem płetwy, bo moglbym mieć kłopot z doplynięciem do brzegu. Pod prysznicem na plaży dopiero okazało się ile glonów i piasku fale wpompowalły w nasze stroje.
Dana jest świetnym kompanemt, tylko jak uważa, ze się nią za malo interesuję to się wkurza, ale potem jakoś sytuacjasię powoli normuje. Owoce opuncji zjedliśmy co do jednego , chociaż parę małych niewidocznych kolców po tym obieraniu w dłoni mi zostało.
Już braliśmy się do pisania kartek pocztowych do Polski, ale przez godzinę nie mogliśmy ich w pokoju znaleźć. Oczywiście było na mnie, że kartki zgubiłem po drodze dwa dni temu. Wkońcu po wycieczce do sklepu okazało się, ze ani ja , ani Dana ich nie odebralismy i sympatyczna starsza pani właścicielka sklepu z uśmiechem wyciągnęła spod lady kopertę z naszymi widokówkami i znaczkami. Na tą okazję cudownego odnalezienia napiliśmy się greckiego Quzo przy naszym stoliku w restauracji. O 12tej w nocy na tarasie wypisywałem je, aby rano wrzucić je do skrzynki pocztowej.
Niebo na Krecie zacznie dopiero rózowieć o 6.40 i znowu z Wiktorem i Maszą jak co rano pójdziemyoglądać wschód słońca wyłaniającego się już tuż tuż przed cyplem z morza na horyzoncie. Tymczasem na balkonie kontempluję wczorajszą wspólną wyprawę samochodem na palmową plaże WAJ. Wynajeliśmy Renaulta Thalię z klimatyzacją i skoro świt ruszyliśmy we czwórkę 150 kilometrów na wszchód na sam koniec Krety na jedyną w Europie naturalną palmową plazę WAJ znaną wszystkim z reklamy batonów Bounty.
Piąta rano, zabawa skończona ,
Różowieje już niebo na wschodzie.
Jakim głosem powita mnie Żona,
Bardziej święta niż proboszcz dobrodziej.
Głowa ciężka, leciutkie kieszenie I w łazience unika się lustra,
Bo najtrudniej z obitym sumieniem Razem z sobą doczekać do jutra.
Refren :
Bo jutro znów pójdziemy na całość.............
Podróż upływała szybko w przyjacielskiej atmosferze i rozgaworach w języku rosyjskim. Podziwialiśmy bajeczne krajobrazy kreteńskiego wybrzeza tu i ówdzie zatrzymując się w miejscach najpiękniejszych widoków tudzież w uroczych przydrożnych kawiarenkach na mrozoną herbatę.
PLAŻA WAJ
Po 3 i pół godzinnej podróży wzdłuż wybrzeża Krety plaża Waj przywitała nas widokiem iście tropikalnej wyspy. Trudno to oddać slowami nakręciliśmy więc film . Piszczysta plaża o złotym piasku i w dali klif z wylaniającymi się spod wody skałkami . Ponurkowaliśmy wsród ogromnj ilości ryb i to od małych do calkiem sporych. I Dorady i Okonie Morskie w przepiękne kolorowe pionowe pasy, i Sargusy Złotogłowe, i całkiem czarne ryby, których nazwy nie znam. Tam dla Maszy wyłowiłem piękną muszlę i prążkowany kamyk , no i jeszcze maleńką fiolkę z pachnidłami L’oreal. W drodze powrotnej Dana zaplanowała przejechać południową stroną Krety. Południowa strona już nie taka uroczaj jak północna, ale ma swój urok. Zatrrzymywaliśmy się na co piękniejszych plażach, gdzie Wiktor nurkował badając ich podwodne obszary, Masza zaś brodziła w wodzie przy brzegu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz